Zapach palonych gum

wpis w: Foto, Polska | 0

 

Dziś dla odmiany podróż króciutka, bo jedynie do Płocka, ale za to 1000 konnymi samochodami! A wszystko to dzięki Fotospacery (FB), które umożliwiły mi udział w swoich evencie podczas European Drift Masters Championship.

 

 

Dla tych, którzy nie wiedzą co to drift wyjaśniam: to jazda samochodem (lub innym pojazdem) w kontrolowanym poślizgu, czyli po prostu bokiem. Ten uwielbiany przez reżyserów filmów akcji i pochodzących z bloków właścicieli golfów, trik doczekał się swojej sportowej odsłony. Zawody driftowe ściągają tłumy widzów i słusznie, bo to niezwykle efektowne wydarzenia. W Europie najlepsi zawodnicy ściągają się w zawodach z cyklu European Drift Masters.

 

 

Zawody w Płocku były pierwszymi z tegorocznego cyklu, kolejne rundy odbędą się na Węgrzech, Łotwie, w Niemczech, Irlandii i ponownie w Polsce, tym razem w Toruniu.

Same wyścigi odbywają się w parach na specjalnym torze. Tor ten posiada sektory, w których samochód musi poruszać się w poślizgu. Im lepiej wykonany drift (większy poślizg, bliżej krawędzi toru), tym lepsze oceny za styl. Pierwszy samochód z pary prowadzi, mając za zadanie jak najlepiej wykonać manewry. Drugi musi kopiować jego styl i być przy tym jak najbliżej rywala. W drugim przejeździe role się odwracają. Niekiedy drzwi ślizgających się bokiem samochodów dzieliło zaledwie kilkadziesiąt centymetrów. Wszystko to w ogłuszającym ryku silników i zapachu palonej gumy.

 

 

Jednym z najbardziej wyróżniających się zawodników był bez wątpienia Jaś Borawski, zdobywca drugiego miejsca w Driftowych Mistrzostwach Polski. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mój imiennik ma 13 lat!!!. Na zawodach w Płocku nie poszło mu za dobrze, bo rozbił auto podczas wyścigu TOP32, ale i tak to co robi ten dzieciak, jest niesamowite!

 

 

Okazuje się, że to jednak nie taki wielki wyjątek, bo całe zawody wygrał Conor Shanahan z Irlandii, dla którego triumf był wymarzonym prezentem na 16. urodziny.

 

 

Musze przyznać, że impreza wgniotła mnie w ziemię, a możliwość obserwowania jej spod samych band, była czymś niezwykłym. Co prawda od wdychania dymu z opon, który po każdym zakręcie spowijał mnie i innych fotografów gęstą chmurą, czułem się następnego dnia jak na ciężkim kacu. A kawałki opon z włosów wyciągałem jeszcze przez jakiś czas. No i zawsze była obawa, czy nie oberwie się kawałkiem lecącego zderzaka. Niemniej, wszystko to stworzyło ekscytującą atmosferę i pozwoliło mi się porządnie fotograficznie wyżyć.

 

 

Fotograficzna radość była tym większa, że Fotospacery udostępniły nam do testowania gamę aparatów i obiektywów Sony. Dzięki temu mogłem zobaczyć jak sprawuje się najnowszy pełnoklatkowy bezluterkowiec A9. Muszę przyznać, że działa bez zarzutu, niestety zużyłem większość baterii na kręcenie filmów w „slow motion” :), które mnie po prostu urzekły! Zobaczcie sami, jak to bosko wygląda:

 

 

A tu dla odmiany coś w normalnej prędkości 🙂

 

 

 

Na koniec jeszcze trochę zdjęć:

 

Zostaw Komentarz